"Czarodziej"

"Czarodziej"

w Aktualności

Z wykształcenie chemik. Iluzją zajmuje się od ponad 10 lat. Jak sam mówi traktuje ją jako hobby, nie wykorzystuje w życiu codziennym, a dzięki niej poznał swoją dziewczynę. Marcin Paska mieszkaniec Wałbrzycha, zwyciężył w iluzji stolikowej podczas Festiwalu Iluzji w Łodzi.

– Co to był za Festiwal i konkurs, w którym brał Pan udział?

– W Polsce odbywają się dwa rodzaje tego typu imprez. We Wrocławiu są to ogólnopolskie warsztaty iluzjonistyczne, odbywające się od 2001 roku. Natomiast Łódź jest stolicą iluzji. Tam odbywają się mistrzostwa, na których prezentują się nie tylko Polacy, ale ludzie z całej Europy. Nie ma narzuconego odgórnie programu. Każdy artysta może zaprezentować to co chce. Nie może jedynie przekroczyć limitu czasowego, który wynosi np. osiem minut. Festiwal w Łodzi podzielony był na dwie kategorie: iluzję sceniczną i iluzję przy stoliku. Wszystko działo się na oczach zarówno jurorów jak i widzów. Dla mnie to było coś niesamowitego. Na takiej scenie nie pokazywałem się blisko 9 lat. Szkoła, praca, studia sprawiły, że coraz mniej występowałem. Iluzja przy stoliku, którą wygrałem to było coś w czym wziąłem udział po raz pierwszy. Zajmuję się kartami i monetami. Program, który pokazałem był niemy. Podkładem była muzyka. Całość trwała osiem minut, podczas których muzyka zmieniała się trzy razy. I wtedy z kart przechodziłem do monet i z monet do kart. To co pokazałem może nie było zaskakujące, ale podobał się jury.

– Co sprawiło, że zaczął pan interesować się iluzją?

– To był czysty przypadek. Magią zacząłem interesować się jak miałem osiem lat. Mój wujek pokazywał mi filmy i sztuczki różnych iluzjonistów np. Davida Copperfielda, ale nie robiło to na mnie jakiegoś dużego wrażenia. W podstawówce kolega pokazał mi trik z monetą. To były pierwsze impulsy. Później czytałem i oglądałem wszystko co się dało i było związane z iluzją. Pojechałem na pierwsze warsztaty, przygotowałem swój program i zająłem pierwsze miejsce. Za rok to samo. I tak wszystko się napędzało, działało jak lawina.

– Czy w życiu wykorzystuje Pan iluzję?

– W życiu codziennym nie. Ale wystarczy, że wybiorę się na imprezę z talią kart i zainteresowanie jest duże. Pomaga to na pewno w przełamaniu pierwszych lodów. Ujmuje zarówno kobiety jak i mężczyzn. Swoją dziewczynę właśnie tak poznałem. Pokazywałem jej iluzję z monetami.

– Ile zajmuje Panu dopracowanie do perfekcji jednej sztuczki?

– Nie ma na to określonego czasu. Jest technika, którą można opanować w jeden dzień z dużym powodzeniem, a są i takie które ćwiczy się kilka miesięcy i bywa że coś nie wychodzi. Ja mam tak z katami. Jest jeden taki ruch, którego nie mogę opanować pomimo tego, że ćwiczę go już od kwietnia.

– Czy zdarzają się Panu wpadki na pokazach?

– Oczywiście, że się zdarzają. Ale często jest tak, że widzowie tego nie dostrzegają. Ciężko osobie, która widzi sztuczkę pierwszy raz określić czy była ona wykonana prawidłowo czy może coś poszło nie tak. Jeżeli iluzjonista nie da tego po sobie poznać to widz naprawdę nie domyśli się niczego, chyba że sztuczka ewidentnie zostanie popsuta. Moja rodzina jest pierwszą publicznością, która ocenia moje triki. Mówi mi czy wygląda to dobrze, czy coś było widać czy nie widać. Natomiast mój brat zna wszystkie tajemnice. Więc jeżeli on podczas moich prób powie, że wyszło dobrze to wiem, że z powodzeniem mogę iść pokazywać tę sztuczkę innym. Czasami pytam też moich przyjaciół czy widać było, że coś zepsułem, bo zrobiłem to tak, a powinno być inaczej.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top