Latanie za grosze

Latanie za grosze

w Aktualności

W powietrzu pokonał już ponad 1 milion 300 tysięcy kilometrów. Odbył 1252 loty. W samolocie spędził łącznie około 2500 godzin. – Z Londynu do Lipska poleciałem za 6 groszy – mówi Waldemar Weihs, prezes fundacji Merkury.

– W Wałbrzychu jest Pan znany z zarządzania fundacją Merkury. Mało kto wie jednak o Pana pasji – czyli lataniu. W samolocie spędza Pan praktycznie tyle samo czasu, co na ziemi. Kiedy i w jaki sposób zaczęło się to hobby?

– Podróżowanie spodobało mi się, gdy w 1998 roku z Warszawy poleciałem do Kazachstanu i Kirgistanu, aby spotkać się z tamtejszymi organizacjami pozarządowymi. Zaciekawiła mnie wtedy możliwość zacieśnienia współpracy międzynarodowej i zmotywowało to do nauki języka rosyjskiego. Do tak odległych krańców świata można dostać się często jedynie drogą powietrzną. Kiedyś miałem pasję podróżowania po Polsce za pomocą kolei i PKS-u. Prowadziłem nawet specjalne mapki. Później to hobby przekształciło się w latanie. Spędzanie czasu w samolocie na tej samej trasie, po jakimś czasie przestało jednak być ciekawe i zacząłem poszukiwać alternatywnych linii, które doprowadzą mnie do celu.

– Co jest tak fascynującego w samym lataniu? Podróże kojarzą się przecież ze zwiedzaniem, poznawaniem nowym miejsc i ludzi. Czy sam przeloty w zamkniętym i dla niektórych „klaustrofobicznym" samolocie może być ciekawym doświadczeniem?

– Samo latanie nie zawsze jest fascynujące. Krótkie przeloty na przykład na trasie Wrocław – Warszawa, dają możliwość jedynie szybkiego przemieszczenia się z punktu „A" do „B". W moim przypadku ciekawe jest poznawanie nowych tras. Oczywiście, że z Warszawy można polecieć do Paryża. Ja zadaje sobie jednak pytanie: „Którędy do stolicy Francji jeszcze nie leciałem?". Okazuje się, że można tam się dostać przez Oslo, Kopenhagę, albo Kijów, robiąc tak zwane „zygzaki" i nadrabiając kilometrów. Z Syberii dla przykładu, do Polski wracałem przez Stambuł, Lizbonę i Maderę. Co więcej okazuje się, że takie połączenie potrafi być tańsze, niż kurs bezpośredni. Wynika to z taryf lotniczych, gdyż loty, które wymagają przesiadek i wydłużają czas podróży są mnie oblegane.

– Potrafi Pan powiedzieć, ile czasu spędza w samolocie oraz ile trwał najdłuższy lot?

– Sam bym tego nie zapamiętał, swoje podróże rejestruję jednak na specjalnym portalu. Mogę zatem precyzyjnie określić, że na swoim koncie mam 1252 loty. Najdłuższa podróż samolotem trwała blisko 13 godzin. Była to trasa z Tokio do Zurychu. Średnio w samolocie spędzam około 250 godzin rocznie.

– Latanie, a szczególnie podróżowanie samolotem z przesiadkami, powoduje, że wiele godzin spędza się na lotniskach. Terminale stały się zatem chyba Pana drugim domem. Zapewne nie raz zdarzyło się, że musiał Pan spędzić noc na lotniskowej ławce.

– Staram się rezerwować loty, w taki sposób, aby czas pomiędzy przylotem a odlotem, był maksymalnie krótki. Zdarza się jednak, że samolot jest odwołany. Wtedy linie powinny zapewnić wyżywienie, a nawet nocleg. Na koszt tureckiej firmy przewozowej udało mi się kiedyś zwiedzić Stambuł. Inny przypadek dotyczył lotniska w Wenecji. Był marzec, ale anomalie pogodowe, spowodowały potężną burzę śnieżną. Całe lotnisko zostało sparaliżowane, linie nie były w stanie zapewnić noclegu, gdyż wszystkie hotele w okolicy były zajęte. Nie pozostawało nic innego jak spędzić noc na lotnisku z ponad tysiącem innych pasażerów. Nie było miejsc siedzących. Wojsko przywiozło łóżka polowe. W ramach rekompensaty linie zaproponowały mi jednak, abym przeszedł na „drugą stronę lotniska". W miejsce, gdzie pasażer jest po odprawie i nie ma takiego tłoku. Jak się okazało przepuścili mnie w zasadzie bez kontroli. W torbie miałem nawet prezent – polski napitek alkoholowy i kilka innych rzeczy, których nie wolno zabierać do bagaży podręcznego. Kontrola jednak nie zareagowała. Sale konferencyjne były otwarte. Ułożyłem się grzecznie na fotelu w „biznes salonie" i obudzili mnie dopiero rano. Jak się okazało byłem ostatnim pasażerem i spałem sobie „smacznie" przy otwartych drzwiach, w mroźnych podmuchach powietrza.

– Samolot to statystycznie najbezpieczniejszy środek transportu. Wypadki lotnicze należą jednak do najbardziej tragicznych zdarzeń. Wiele razy na ekranie widzieliśmy, gdy maszyna wpada w turbulencje, pasażerowie krzyczą i modlą się do Boga, aparaty tlenowe spadają z sufitu, a torby wylatują z luków bagażowych i rozbijają po całym samolocie. Czy podczas ponad 1200 lotów, zdarzyły się chwile grozy?

– Myślę, że mam wielkie szczęście, gdyż nie miałem naprawdę ekstremalnych przeżyć. Były jednak dwie historie, które mogły się skończyć źle. Na szczęście wciąż tu jestem i mogę o tym opowiedzieć. Pierwsza wydarzyła się podczas lotu z Warszawy do Wrocławia. Gdy podchodziliśmy do lądowania wiatr był naprawdę silny. Gdy się obudziłem, samolotem obróciło tak, że widziałem przez okno pas startowy, który powinien znajdować się przed dziobem maszyny. Wtedy dotarło do mnie, że chyba jesteśmy na złej trajektorii. Rzuciło nami parę razy, koła uderzyły o pas, poczym pilot poderwał samolot w powietrze. Musieliśmy podejść jeszcze raz do tego manewru. Nie było to miękkie lądowanie, ale tym razem wyszliśmy cało z opresji. Kolejne niebezpieczne zdarzenie miało miejsce w maszynie JAK 42. Ten model samolotu niedawno rozbił się w Moskwie i prawie nikt nie przeżył. Podczas startu maszyny w której ja siedziałem również doszło do awarii. Znajdowałem się z tyłu samolotu i przez okna doskonale widziałem dwa silniki, które z powodu śnieżycy były co raz zagaszane i odpalane. Maszyna rozpędzała się na pasie, a z ogromnych turbin co chwile buchał ogień. Miałem wrażenie, że są to ostatnie chwile mojego życia. Jedyne wyjście ze startującego samolotu znajdowało się z tyłu, ja siedziałem tuż obok silników, maszyna zatankowana była do pełna, a my znajdowaliśmy się mniej więcej w połowie długości pasa. Piloci natychmiast rozpoczęli procedurę hamowania i olbrzymi samolot zatrzymał się dosłownie w ostatnim momencie. Dalej po prostu nie było już pasa startowego. Co dziwne pasażerowie, byli tak zszokowani i przerażeni, że nikt nie krzyczał. Wrzawa podniosła się dopiero, gdy wróciliśmy na lotnisko. Większość pasażerów zrezygnowała z lotów i poszła na autobus, bądź pociąg. Ja poczekałem na podstawienie innego samolotu.

– Latanie, to chyba hobby dość kosztowne. Jeżeli jednak poszuka się odpowiednich połączeń, nie nadszarpnie ono w dużym stopniu naszego budżetu. W jaki sposób należy zatem to robić?

– Myślę, że podróżowanie samolotem bywa znacznie tańsze, niż przemieszczanie się autobusami i pociągami, choć zależy oczywiście od długości trasy. Są odpowiednie wyszukiwarki internetowe, które pozwalają nam znaleźć tanie połączenia. Tropiciele wyszukują tak zwane „dziury w systemie" linii lotniczych i umieszczają je na stronach. Mi udało się polecieć z Londynu do Lipska za 6 groszy. Wielokrotnie latałem za kwoty poniżej 1 złotego. W ten sposób zwiedziłem pół Europy. Za 80 Euro poleciałem z Mediolanu do Tokio, wypiłem herbatę, zjadłem sushi i wróciłem do Włoch.

– Dziękuję za rozmowę i życzę przyjemnych lotów.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Mają szczęście, że żyją

Nieposiadający uprawnień nietrzeźwy kierujący doprowadził do dachowania samochodu. Za popełnione przestępstwo jazdy

Manewry w kopalni

Na terenie należącej do KSS Bartnica Kopalni Gabra w Nowej Rudzie –

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top