Polityk z zasadami

Polityk z zasadami

w Aktualności

Zapewnia, że nie zniży się do poziomu awanturnika. Dużo wie o instytucjach europejskich. Były minister, pracownik kancelarii prezydenta Kaczyńskiego. W polityce dostrzega przejawy buractwa…

– Liczy Pan na to, że doświadczenie, które zdobył pracując w kancelarii prezydenta oraz wykształcenie pomogą wywalczyć mandat do europarlamentu?

– Myślę, że niebłahą rzeczą jest posiadać duże doświadczenie. Mam też sporą wiedzę na temat instytucji europejskich, które wiele razy opisywałem i analizowałem. To świat, który jest mi znany. Wiem, jak działa, jak się w nim poruszać. Nie będę musiał się tego uczyć od początku.

– Mieszkaniec Wałbrzycha powie, że jest Pan bardziej warszawski, krakowski niż wałbrzyski, że jest Pan osobą przywiezioną w teczce.

– Zawsze jest nieufność wyborców do kandydatów. To naturalna postawa. Jestem osobą, która wie, co ma robić, która daje gwarancję tego, że będzie to robiła dobrze. Nie miałem wpadek w swojej pracy zarówno naukowej jak i politycznej. Wierzę, że jak mieszkańcy Wałbrzycha oraz Dolnego śląska mnie wybiorą, to  nie będą się za mnie wstydzić.  

– W 2007 roku zaliczył Pan jednak wpadkę. Nie dostał się przecież do senatu.

– Ale miałem lepszy wynik niż dwa lata wcześniej. W 2007 roku obserwowaliśmy głosowanie wyłącznie partyjne. To był plebiscyt antypisowski, ale niewiele brakowało. Przeżyłem to jako porażkę. Najgorzej jak jest się politykiem, który ma gwarancję pewności. Polityk musi liczyć się z tym, że w każdej chwili może być wyrzucony z krzesła. 

– W internecie znalazłem następujący opis Pana osoby. „ To najbardziej oryginalny współczesny polski myśliciel, potrafiący ostro i ironicznie spojrzeć na otoczenie i kulturę". Faktycznie jest Pan taki? 

– Myślę, że tak. Mam zmysł obserwacji, potrafię dostrzegać różne śmieszności,  widzieć groteskę w zachowaniach ludzi, ale ogólnie jestem człowiekiem poważnym. Staram się stworzyć odpowiednią hierarchię ważności i wartości, ale w każdym zawodzie potrzebna jest odrobina ironii. W polityce także, bo tam się dzieją takie rzeczy, że gdyby to wszystko traktować poważnie, to pewnie człowiek zwątpiłby w naturę ludzką.

– Dlatego poszedł Pan do kancelarii prezydenta, aby z pierwszego rzędu oglądać walkę o krzesła czy samolot?

– Poszedłem do kancelarii prezydenta, bo była to dla mnie wielce zaszczytna propozycja. Natomiast nie ukrywam, że to o czym Pan mówi, było przykre. Chciałbym zwrócić uwagę, że ta groteska była jednostronna. To nie tak, że pan prezydent nie pozwolił wsiąść do samolotu premierowi, a odwrotnie.

– Panie profesorze, ale mnie przeraża to, że informacją dnia w mediach jest walka głowy państwa i szefa rządu o samolot czy jedno krzesło. Czy nie ma w Polsce ważniejszych rzeczy?

– Jest wiele rzeczy ważniejszych, ale to jest tak, że od pewnego czasu pan prezydent jest celem dość niewybrednych ataków, co jest o tyle zastanawiające, że pan prezydent jest osobą wykształconą, poważną, o bogatej karcie opozycyjnej. On nie zasługuje na takie błazeńskie traktowanie. Ja nie znam przypadku, aby urzędnik dość niskiej rangi powiedział „Panie prezydencie, pan nie pojedzie do Brukseli na posiedzenie rady europejskiej". Tak się nie robi, to jest przejaw powiedziałbym buractwa.

– Zgadzam się z Panem, że prezydent kraju jest głową państwa, bez względu na to czy się go lubi, czy nie. Ale będąc obiektywnym zapytam wprost: czy w szeregach PiS-u wszystko zawsze jest idealne?

– Prawo i Sprawiedliwość to nie jest partia aniołów. Składa się na dobre i złe z ludzi. Zapewne da się znaleźć przykłady błędów, niefortunnych wypowiedzi. Uczestniczyłem w pracach rządu przez kilka miesięcy. Mogę zatem stwierdzić, że ten rząd działał dobrze. Czytając prasę czy oglądając relacje telewizyjne nie poznawałem tego, co widziałem, tego, co rzeczywiście działo się na posiedzeniach rządu. Mówiono, że rząd PiS to rząd, który zajmuje się historią i przeszłością. Ja sobie nie przypominam jednej minuty takiej rozmowy. Przypominam sobie, że rozmawiano natomiast drogach, budżecie, polityce zagranicznej, edukacji, ale nie o historii.

– Więc dlaczego Platforma, bo rozumiem, że to do jej polityków kierowana jest ta aluzja, jest dziś u władzy i ma tak wysokie notowania.

– Ja też się nad tym zastanawiam, na czym to polega. Może dlatego, że PO unika rozwiązywania podstawowych problemów, nie używa precyzyjnego języka opisu. PiS, gdy doszło do władzy, dokładnie mówiło, co trzeba zrobić, zmienić, jak to będzie bolesne, kto na tym ucierpi. A wyborcy tego nie lubią, wolą poczucie bezpieczeństwa, co ja doskonale rozumiem. Ale polityka to ryzyko. O pewnych rzeczach trzeba mówić wprost. Niestety trzeba dokonać zmian, które będą bolały. Tak się stało, że z powodów konfliktów politycznych program początkowo zaakceptowany z czasem tę akceptację stracił.

– Dziś z perspektywy czasu nie dochodzi Pan do wniosku, że lepiej było iść dalej  w kierunku nauki, a nie polityki?

–  W życiu politycznym od dawna pośrednio uczestniczyłem. Przez pisanie analiz, opisów politycznych, komentowanie. I  w którymś momencie postanowiłem, że wejdę jeszcze bardziej w politykę. Dziś nie żałuję. Nawet nie jestem polityką rozczarowany. Powiem inaczej, ktoś kto przeczytał tyle ile ja, na temat życia politycznego, jak działa i funkcjonuje demokracja, nie jest zaskoczony. To, co się dzieje w Polsce, to nie jest naprawdę ewenement. Tak było w starożytnej Grecji, tak jest we Włoszech, Francji. Tylko tam mówi się innym językiem. Ale ta brzydota życia politycznego to jest niestety stała część demokracji. Demokracja jest systemem bardzo dobrym, bowiem rozwiązuje problem przekazywania  władzy, jej ograniczania, ale ma też swoje aspekty mniej ładne i eleganckie. Oczywiście chciałbym bardzo, staram się jak mogę, aby tę brzydotę zminimalizować. Pan wspomniał, że mam ironiczne spojrzenie na rzeczywistość. Ale jak wypowiadam się publicznie, nie używam obelg, nie przesadzam z drwiną.  Inni nie potrafią się powstrzymać.

– Może wypowiadając się dla mediów trzeba być właśnie kontrowersyjnym i ostrym. Wysypywać publicznie zboże, obrażać innych, a później otrzymywać propozycję objęcia ważnych funkcji. Przeanalizujmy przykład Andrzeja Leppera.

– Tak się zdarza w demokracji, że ktoś, kto jest awanturnikiem, trochę wariatem, zdobywa popularność. Później jednak znika. Prawdziwy polityk to ten, który potrafi zapracować na swoją reputację, która nadal trwa. Można postępować tak, aby za wszelką cenę być wciąż w centrum kamer. Niektórzy to nawet lubią. Ja do tego poziomu zniżać się nigdy nie będę.

– Ma |Pan nazwisko, doświadczenie. Jest Pan smacznym kąskiem dla każdej partii politycznej. Otrzymał Pan propozycję od innych ugrupowań?

– Nie jestem członkiem żadnej partii politycznej.

– Tym bardziej.

–  Od ponad trzech lat jestem związany z PiS-em i to mi wystarczy. Nie interesuje mnie przeskakiwanie z partii do partii. To jest niepoważne.

– Odpowiadając wprost?

–  Nie, nie otrzymałem żadnej propozycji. Gdybym nawet otrzymała na pewno bym jej nie przyjął.

 

Kim jest Ryszard Legutko?

Ryszard Antoni Legutko ur. 24 grudnia 1949 w Krakowie, polski naukowiec i polityk, profesor filozofii, publicysta, autor książek o tematyce społeczno-politycznej, senator i wicemarszałek senatu VI kadencji, przez trzy miesiące w 2007 minister edukacji narodowej, były sekretarz stanu w kancelarii prezydenta RP.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top