Wiedeńska wyprawa wałbrzyskich robotów

Wiedeńska wyprawa wałbrzyskich robotów

w Aktualności

Prawie taką samą drogą jak Jan III Sobieski, hufiec wałbrzyskich robotów wraz ze swoimi konstruktorami z Zespołu Szkół nr 8 pociągnął do Wiednia. Zawody RobotChallenge 2011 – Robot European Championships przyciągnęły 297 robotów z 44 krajów.

Poniżej relacja z zawodów Dariusza Ciska:

Wspaniała Aula der Wissentschaften na 12 arenach stała się widownią fascynujących starć technologii, pomysłowości i zwykłego sportowego szczęścia. Patrząc na studentów politechnik z całej Europy, oraz na naszych stałych rywali z Politechniki Wrocławskiej, Poznańskiej i AGH określiliśmy nasze szanse jako znikome. Cztery zarejestrowane roboty tj. Mickey w klasie linefollower z przeszkodami, stary Książuś i Sayonara w mini sumo oraz Parkinson w klasycznym linefollowerze, wprawdzie wykazywały najwyższą jak dotychczas sprawność, ale zdawaliśmy sobie sprawę z ich możliwości. Pierwsze walki eliminacyjne przyniosły sporo radości. Książuś wylosował dość słabą grupę i spokojnie rozprawiał się z kolejnymi przeciwnikami. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem, jak stary, trzyletni robot, o archaicznej już konstrukcji, dzięki swojej sprawności pokonuje przeciwników. I stał się pierwsza sensacja – Książuś wchodzi do grupy finałowej. Po takim sukcesie nasze apetyty rosną. Sayonara jest naszym najlepszym robotem, ale grupa tez jest niezwykle silna. Sayonara walczy ze swoimi stałymi przeciwnikami z AGH i Politechniki Wrocławskiej. Nie idzie już tak łatwo. Przegrywa 5 walk, ale mimo to również wchodzi do finałowej grupy 16 robotów. Teraz już nadzieje na sukces rosną. Ostatni w pierwszym dniu zawodów robot to linefollower Parkinson. I niespodzianka. Bezbłędny przejazd Parkinsona w czasie 28 sekund daje szanse na wejście do grupy finałowej. Niestety kolejne roboty jadą szybciej. Wtedy decydujemy się na pokerową zagrywkę, korzystają z możliwości regulaminowych – prawa do nieskończonej liczby prób przejazdu. Przy pomocy pasków mikroguy i taśmy klejącej zwiększamy średnice kół. Po kilku próbach robot osiąga czas 21 sekund. Finał mamy pewny. Jednak tuż przed zamknięciem czasu startowego dwa roboty robią czas lepszy. Niestety dalsze przeróbki są niemożliwe i Parkinson wypada z grupy finałowej kończąc zawody na 17 miejscu. Pierwszy dzień zawodów wywołał w nas ogromne emocji i radość – dwa roboty w finałach a trzeci 17 w Europie. To jest sukces. Noc w hotelu mija na przebudowie ostatniego robota. Już wiemy, że Mickey jest zbyt wolny, aby pokonać z sukcesem przygotowaną trasę. Podczas testów okazało się, pokonuje trasę wolniej niż Parkinson, a do tego musi uporać się z ominięciem przeszkód na trasie. I znów pokerowa zagrywka. Demontujemy Parkinsona, silniki i przekładnie idą na pokład Mickey, czujniki trzeba umieścić inaczej. Dobrze że mamy cały warsztat ze sobą. DREMEL warczy przez pół nocy nie dając spać nikomu. Rano mamy pokraczną hybrydę zdolną do walki. Poranek rozpoczyna się od walk minisumo. Niestety, Kasiążuś jest zbyt starym wojownikiem na takie zawody. Sromotnie przegrywa wszystkie cztery walki, kończąc na 16 miejscu. Sayonara znów ma pecha. W eliminacjach pucharowych trafia na starych znajomych z Wrocławia i Krakowa. Przegrywa tylko z nimi i niestety odpada z dalszych rozgrywek. Porażkę słodzi jednak fakt, że przegraliśmy tylko ze zwycięzcami – robotów Politechniki Wrocławskiej, które okazał się najlepszymi w Europie. Mocno zmęczeni i trochę smutni z nadzieją oczekujemy na start ostatniego z naszych robotów. Składak Mickey – Parkinson ma swoje kilkadziesiąt sekund. Bezbłędny pierwszy przejazd w oczekiwanym czasie 21 sekund ustawia go na wysokiej pozycji. Zaczynamy marzyć o podium. Jednak szczęście nas opuszcza. W jeździe parami losujemy robota z Politechniki Poznańskiej. Ze starym znajomym nie mamy szans. Wypadamy z gry i ostatecznie plasujemy się na 8 miejscu. I znów okazało się że przegraliśmy z samym mistrzem. Trochę smutni nagle uświadamiamy sobie, że byliśmy jedną z nielicznych ekip uczniów szkół średnich, że przegrywamy ze studentami najlepszych uczelni w Europie, że oni patrzą na nas jak na partnerów równych sobie i z uznaniem gratulują nam zdobytych miejsc twierdząc, że ich pierwszy wyjazd na te zawody skończył się gorzej. Co jeszcze było piękne – okazało się że wszyscy przyszli inżynierowie na całym świecie mówią tym samym językiem. Jest późny wieczór i nie mamy czasu nacieszyć się widokiem Wiednia. Michał Szwed obwozi nas po najpiękniejszych zakątkach miasta i niestety czas wracać. W Wałbrzychu będziemy nad ranem. Następna wyprawa wojenna – na tym razem Inflanty – Kłajpeda na Litwie. Wyjazd był możliwy dzięki staroście wałbrzyskiemu – Robrtowi Ławskiemu, Prezesowi T-Parku, Sławomirowi Hunkowi, dyrektorowi EnergiiPro Andrzejowi Lukasowi oraz dyrektorowi Romanowi Głodowi. na miejsce uczniów zawiózł Michał Szwed. Konstruktorzy robotów to Karol Kapera, Dawid Puć, Mateusz Kmieć, Piotr Ciszewski, Mateusz Grzebny i Bartosz Merta. Wodzem wyprawy był Dariusz Cisek.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top