Woodstock mamy we krwi

Woodstock mamy we krwi

w Aktualności

Około 700 tysięcy indywidualnych kropel w oceanie ludzi wyjętych z kontekstu dzisiejszych czasów. Osobników broniących się przed naporem cywilizacyjnych schematów. Tworzących przez parę sierpniowych dni osobne społeczeństwo na kawałku zadeptanego pola, gdzieś pomiędzy fikcją a rzeczywistością. Największy festiwal w Europie, mający być przedłużeniem idei niedoścignionego oryginału z 1969 roku. Rodzimy Przystanek Woodstock, to już jednak osobna marka – będąca sama dla siebie wyznacznikiem jakości.

"Wiedz, że coś się dzieje"… echo tych słów dotarło nad Odrę, aż z Archidiecezji Krakowskiej. Działo się na tyle dużo, że wierni zgromadzeni w Świątyni musieliby wysłuchać najdłuższego od 2 tysięcy lat kazania. To jednak właśnie 700 tysięcy Bożych tworów emituje niepowtarzalną atmosferę, która oddziałuje na nich, jeszcze długo po zakończeniu całego zdarzenia.

Przystanek Woodstock to festiwal około-muzyczny, którego najwartościowsza część dzieje się poza deskami scen. Gdzieś w eterze, pomiędzy dźwiękami mniej lub bardziej znanych utworów, ludzie przeżywają swoje wzloty i upadki. Spełniają się artystycznie, rozrywkowo i intelektualnie podczas 72 zbyt krótkich godzin. Stężenie alkoholu we krwi czasem sięga niepokojących wartości. Ciecz krążąca w naszych żyłach rozrzedzona jest jednak bardziej przez inną substancję – wolność. To ona daje największego kopa. Pozwala zapomnieć o luksusie snu, deklasując przereklamowaną kofeinę. Wszelkiej maści intelektualiści, rewolucjoniści, socjopaci, fetyszyści i artystyczni zboczeńcy znajdują grunt do wyrażenia swoich radykalnych postulatów. Można to kochać, bądź nienawidzić – nie można jednak lekceważyć potęgi unoszących się w powietrzu idei. W powietrzu, które oprócz tlenu, azotu oraz śladowych ilości innych pierwiastków zawiera całą masę pyłu zatykającego drogi oddechowe. Dlatego tak ważne jest profilaktyczne przepłukiwanie wyschniętego gardła w celach czysto zdrowotnych. Dbając z kolei o psychiczny aspekt naszych osobowości, trzeba pozwolić sobie na oderwanie się od rutyny i odwiedzenie kostrzyńskiej mekki raz do roku. W niektórych umysłach endorfina wytwarza się jedynie przy tego typu okazjach. Taniec w ciepłym letnim deszczu, połączony z dawno oczekiwaną kąpielą, w rytmach Manu Chao. Butelczyna whisky z colą ze śmietnika w temperaturze wrzenia, wypita "z maleńką pomocą moich przyjaciół". Te i wiele innych zdarzeń pozwalają naładować akumulatory, które muszą wytrzymać kolejne 362 dni, by zatoczyć koło przeznaczenia.Jurek Owsiak – "Człowiek Wielka Orkiestra" zafascynowany Woodstockiem zza wielkiej wody, chciał stworzyć festiwal będący kontynuacją amerykańskiej legendy. Sukces został osiągnięty jedynie częściowo. Nie z powodu błędów logistycznych – to dzisiejsze realia nie są w stanie sprostać klimatom przełomu lat 60" i 70". Subkultury będące wyznacznikiem czasów obecnych, neo-rewolucyjne nuty płynące z głośników oraz odmienny powód i sposób wyrażania buntu, nadają zgoła inną atmosferę temu wydarzeniu. Dźwięki prezentowane na dużej scenie to święto muzycznego mezaliansu. Każdy wyłuska coś dla siebie – amatorzy Reggae, Rocka, Metalu, Punka, a nawet projektów z pogranicza rapu i elektro. To jednak pod "małą" sceną folkową można wciąż znaleźć niedobitki tańczących hipisów, błędnych poszukiwaczy i ulicznych dziwaków. I to właśnie tam odkryłem cząstkę czasów, za którymi tęsknie, a w których nigdy nie przyszło mi żyć. Parafrazując słowa samozwańczego doktora dziennikarstwa – Huntera S. Thompsona: "Jeżeli jednak wejdziesz na wzgórze koło ASP i z pomocą bystrego wzroku spojrzysz na zachód… możesz dostrzec linię przypływu dawnych czasów. Fali, która w końcu się załamała… i zawróciła".

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top