„Wzruszenie może odebrać głos"

„Wzruszenie może odebrać głos"

w Aktualności

Łukasz Zagrobelny zaśpiewał dla wałbrzyszan podczas gali charytatywnej Fundacji „Pomocna Dłoń". O występach dla szczytnego celu, ewolucji od dyrygenta do wykonawcy muzyki popularnej oraz doświadczeniach musicalowych, opowiedział naszej redakcji.

– Panie Łukaszu, spotykamy się dzisiaj na gali, która ma bardzo szczytny cel. Dochód z imprezy zasili konto fundacji „Pomocna Dłoń" i zostanie przekazany na leczenie i rehabilitację dzieci. Jak gra się na tego typy spotkaniach? Nie jest to przecież standardowy koncert, na który przychodzą fani i osoby, które zapłaciły za bilet, by Pana zobaczyć

– Jest to dla mnie wyjątkowy wieczór, gdyż mam świadomość, że mogę wpierać swoim występem akcję charytatywną. Zawsze przy takich okazjach, staram się nie myśleć o celu, dla którego jest to organizowane. Wzruszenie może odebrać głos. Sam widok podopiecznych fundacji, którzy są na sali i myśl o niesprawiedliwości, która ich spotkała, wzbudza wielkie emocje. Podczas takich koncertów daje z siebie wszystko. Bardzo się cieszę, że zostałem zaproszony, by wspierać tę inicjatywę. Uważam, że każdy artysta powinien to robić.

– Pana edukacja muzyczna związana była z innym rodzajem muzyki. Uczył się pan grać na akordeonie. Uzyskał Pan również tytuł magistra sztuki z dyrygowania chórem. Jak to się stało, że z muzyki dość niszowej, stał się Pan reprezentantem popularnego nurtu?

– Nie wiem…. (śmiech) Oczywiście żartuję. Marzyłem o tym odkąd pamiętam. Akordeon, był po części wyborem moich rodziców. Byłem dzieciakiem, gdy mama wysłała mnie do szkoły muzycznej. Wtedy człowiek jest nieświadomy drogi, którą będzie chciał obrać. Po 13 latach skończyła się moja przygoda z tym instrumentem. Potem zdałem do Akademii Muzycznej, choć już wtedy zaczęły krystalizować się moje plany związane ze sceną. Ostatnie dwa lata studiów miałem tryb indywidualny. Mieszkałem w Warszawie i grałem pierwsze role w musicalach. Wydaje nam się, że niektóre rzeczy robimy bez sensu, a jak się później okazuje, przydają się w życiu. Skończenie Akademii Muzycznej uwrażliwiło mnie jeszcze bardziej na ten rodzaj sztuki, choć rzeczywiście dyrygentura nie przydaje mi się za bardzo na estradzie.

– A jak przekładają się doświadczenia musicalowe, na występy sceniczne? Grał Pan przecież w wielu produkcjach Teatru Roma. To między innymi takie tytuły, jak „Grease", czy „Nędznicy", których ostatnio mogliśmy oglądać w kinach.

– Teatr i koncertowanie, to dwa zupełnie inne światy. Chociażby dlatego, że na musical ludzie nie przychodzą, by zobaczyć Łukasza Zagrobelnego. Na koncertach śpiewam własne piosenki, nie odtwarzam utworów musicalowych. Poza tym grając w teatrze, co wieczór próbujemy dokładnie w taki sam sposób odegrać to, co ustalił reżyser. Na moim koncercie mogę sobie pozwolić na to, co w danym momencie przyjdzie mi do głowy. Interpretuję i śpiewam utworu po swojemu. Poza tym, to zupełnie inne formy muzyczne. Na swoich płytach obrałem pewną drogę i nią podążam. „Nędznicy" natomiast byli musicalem klasycznym, „Grease" to Rock and Roll, „Taniec Wampirów", to z kolei Rock Opera. Przy tych spektaklach, co wieczór trzeba się przestawić. Nie mogę być Łukaszem Zagrobelnym, tylko postacią z danego musicalu. Te doświadczenia pomogły mi jednak w solowych występach, biorąc pod uwagę obycie sceniczne, codzienne występy i pozostawanie w formie.

– Ponad rok temu wyszła Pana trzeci płyta studyjna -„Ja tu zostaję". Kiedy możemy spodziewać się następnego krążka? Jaki on będzie i czy jest już zamysł na materiał?

– Ciężko jest wydawać płyty rok po roku. Tym bardziej, że niedawno wyszła moja płyta symfoniczna. Jest to rejestracja koncertu, który odbył się we wrześniu z Polską Orkiestrą Radiową w studiu Lutosławskiego. By nagrać kolejną płytę studyjną muszę mieć czas na oswojenie się z nowymi piosenkami i aranżacjami. Nie jestem fabryką do tworzenia utworów. Nie „wytrzepuję" ich z rękawa. Myślę, że nowy materiał powstanie w drugiej połowie przyszłego roku. Nie śpieszę się jednak, gdyż pośpiech nie jest dobrym doradcą. Lepiej poczekać i wydać naprawdę dobry „krążek", niż być w gorącej wodzie kąpany i wypuścić na rynek „gniota".

– Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top