Ich też zabierają góry

Ich też zabierają góry

w Aktualności

Kochają góry, poświęcają im życie. Tak jak taternik Michał z Jedliny Zdroju. To była jego ostatnia wyprawa na Wielką Turnię. „Maju zostaniesz zawsze z nami, a teraz chodź po górskich szczytach w tych górach najwyższych" – napisała na naszej stronie Iwona, żegnając kolegę…

Rozmowa z Mariuszem Rzepeckim, ratownikiem Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

– Poświęcacie górom całe życie. Zawodowo i prywatnie. Te jednak czasami zabierają Was na zawsze.

– Niestety zdarzają się i takie przypadki. Osobom, które są w górach często wydaje się, że są bezpieczne. I tak chyba było w tym przypadku. Czytając doniesienia prasowe wydaje się, że ci taternicy mieli asekurację lotną czyli byli razem związani liną asekuracyjną. Prawdopodobnie pokonywali jakąś część terenu. Prawdopodobnie był to teren wklęsły. W tym dniu w Tatrach był drugi stopień lawinowy z tendencją wzrostową. Najprawdopodobniej weszli w jakieś zagłębienie, na poduszkę powietrzną, która się urwała. Wtedy zabrała ich lawina.

– Tatry zima są nieobliczalne?

– Każde góry są zimą nieobliczalne. Nasz rejon działania nie można porównywać do Tatr. Aczkolwiek trudnym miejscem działania jest Masyw Śnieżnika i Szczeliniec. Te drugie to formacja skalna, oblodzona, zamknięta przez park narodowy gór stołowych. Szczeliniec jest zamknięty na okres zimy, bo szlaki są oblodzone i nie widać tego, po czym się stąpa. Zwłaszcza jeżeli ktoś nie zna terenu. Jeżeli nawet zna, to nie jest do końca pewny, czy porusza się właściwą ścieżką, bo inaczej wygląda teren latem, a inaczej zimą.

– Czyli taternik, alpinista zawsze musi zachować ostrożność?

– Oczywiście. Zawsze trzeba być przygotowanym wchodząc na taki teren. Decydując się na chodzenie po ścieżkach nieoznakowanych należy mieć ograniczone zaufanie. Szczególnie, gdy ma to miejsce w Tatrach. Widać, że oni mieli sprzęt w wysokie góry. Mieli czekany, raki, linę asekuracyjna, ale nie mieli ze sobą sprzętu lawinowego, detektora lawinowego, sondy, łopat. To najprawdopodobniej i tak by ich nie uratowało. Obaj zginęli w tym samym czasie.

– A byli to przecież zawodowcy. To powinno być przestroga dla amatorów. Patrząc na statystyki można odnieść wrażenie, że nie doceniamy gór. Tylko na terenie działania wałbrzysko – kłodzkiej grupy GOPR zginęło w ubiegłym roku przecież aż pięć osób.

– Sam jestem zdziwiony i zszokowany tymi statystykami. Trzy osoby reanimowaliśmy bezpośrednio. Czwartą również, to był paralotniarz. Ściągaliśmy go z drzewa. Piąta osoba była martwa już gdy ją odnaleźliśmy.

– Ponad siedemset interwencji w ciągu dwunastu miesięcy. Aż trudno uwierzyć.

– Dokładnie 724. Porównując do ubiegłego roku to o około 20 procent więcej.

– Jakie błędy popełniają najczęściej ci, co wybierają się w góry?

– Najczęściej je lekceważą. Mimo, że obecnie śniegu jest jak na lekarstwo, główne szlaki wciąż są oblodzone. Przykryte cienką warstwą lodu. A wtedy nie trudno o błąd i upadek czy ewentualny uraz, a nawet tragedię.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Wojskowi w powiecie

Na zaproszenie starosty Krzysztofa Kwiatkowskiego ziemię wałbrzyską odwiedzili  żołnierze z 12 Szczecińskiej

Wypadek paralotniarza

\W okresie wakacyjnym niemal codziennie dochodzi do wypadków w rejonie działania Grupy
Go to Top