Kiełbasa krakowska dla terrorysty

Kiełbasa krakowska dla terrorysty

w Aktualności

Który z terrorystów lubi kiełbasę krakowską, a który jest najsympatyczniejszy – o światowym terroryzmie i niewiedzy polskiego społeczeństwa rozmawiamy z Przemysławem Wojciechowskim oraz Witoldem Gadowskim, dziennikarzami „Superwizjera" oraz autorami najgłośniejszych reportaży śledczych.

– W księgarniach pojawiła się książka waszego autorstwa – „Tragarze Śmierci". Jak ona powstała?Witold Gadowski: W momencie gdy wpadliśmy na pomysł zrobienia filmu o terroryzmie, pomyśleliśmy, że napiszemy również książkę. Uznaliśmy, że w naszych produkcjach ciągle nie możemy opowiedzieć tych historii do końca i żałujemy, że wcześniej nie pisaliśmy książek na temat każdego z naszych filmów. Książka jest dla nas luksusem. Mogliśmy w niej opowiedzieć wszystko, co mieliśmy do powiedzenia na temat badanych przez nas zdarzeń. Staraliśmy się, żeby ta książka miała żywe tempo. Żeby współczesny czytelnik mógł ją przeczytać. Na pewno rzucimy kilka bomb, które nie wybuchły i może dwie, które wybuchną, kiedy przeczytają ja ci, którzy nie będą się zgadzać z tym, co jest w niej napisane. Jak sądzę, zwłaszcza rozdział o RAF-ie będzie wywoływał spore kontrowersje, dlatego, że kompletnie odbrązawiamy mit działalności tej organizacji. Opinia córki Urlike Meinhof, Bettiny Röhl, jest bardzo mocna. Wywiad z nią odbrązawia całą legendę dotyczącą Rote Armee Fraktion, a jednocześnie sądzę, że to, co wyciągamy na temat przeszłości Joschka Fischera, czy Daniela Cohn-Bendita, w polskich kręgach opiniotwórczych będzie źle przyjmowane. Zwłaszcza w kręgach gazety wyborczej, ponieważ Cohn-Bendit jest przyjacielem Adama Michnika. Tym bardziej, że wyciągamy tutaj także epizod pedofilski. Zawsze podobały nam się wywiady ze zbrodniarzami nazistowskimi. Padało tam pytanie po której stronie jest autor. Po której stronie jest ten, który zadaje pytania. Tego nie można było wywnioskować z tembru pytań autora. Natomiast cały układ takich wywiadów świetnie pokazywał po której stronie jest autor i jaki ma stosunek do osób, z którymi rozmawia, ale szacunek w stosunku do człowieka jako rozmówcy nakazywał mu po prostu zachowywać pewien obiektywizm. Staraliśmy się więc być po prostu obiektywni i szanować ich jako ludzi. W książce nie znajdziecie oskarżeń – „przecież pan jest mordercą", „przecież pani współpracowała z mordercami", „przecież to jest nieludzkie". Tego typu egzaltacji tam nie ma i może paść nawet taki zarzut, ale sądzę, że ogólny wydźwięk tych wywiadów pokazuje istotę umysłowości terrorystów i sposób ich patrzenia na świat. Daliśmy tym ludziom szansę pokazania motywacji, które nimi kierowały. Oni są różni, to nie jest tak, że wszyscy terroryści są tacy sami. Spotkaliśmy fajnego, sympatycznego, miłego terrorystę. Nazywa się Hans Joachim Klein. Jest miły dlatego, że pogodził się ze sobą, pogodził się ze swoją przeszłością, z tym co robił. Mówi o tym otwarcie.Przemysław Wojciechowski: Zresocjalizował się.Można używać takiego sformułowania w stosunku do byłego terrorysty?W.G.: W tym przypadku tak. To jest człowiek, który atakował siedzibę OPEC w Wiedniu. Strzelał jako jedyny. To facet, który przesiedział w więzieniu pięć lat za to wszystko, co robił. Dwadzieścia lat się ukrywał. Kiedy zapytaliśmy go o to co było gorsze – pięć lat więzienia czy dwadzieścia lat ukrywania się, powiedział bez chwili zastanowienia, że zdecydowanie gorsze było dwadzieścia lat kłamania i kluczenia. P.W.: Długo nie chciał się zgodzić na wywiad. W końcu dał nam jeden warunek, który musieliśmy spełnić – kiełbasa krakowska. Dopiero to skłoniło go do rozmowy z nami. W.G.: Klein żyje bardzo skromnie w chatce jak z bajki. Doi krowy sąsiadom, zajmuje się pracami gospodarczymi. Jest bardzo lubiany w wiosce. Wszyscy go tam cenią i lubią. Jest oczytany, ciągle się rozwija. To jest chyba jedyny sympatyczny terrorysta, którego spotkaliśmy.P.W.: Dobrze wygląda, ma taką sportową sylwetkę. Jest po sześćdziesiątce i jest całkiem fajnym gościem. Potrafi się z siebie śmiać.W.G.: Hans Joachim Klein potrafi mieć dystans do tego co robił i nie szuka uzasadnień. Mówi po prostu: byłem młody, głupi, drugi raz bym tego nie zrobił. Większość terrorystów szuka uzasadnień, szuka kluczy, kłamie. Wielu jest takich zresocjalizowanych terrorystów?P.W.: Zdecydowanie nie. Tylko Klein był taki. Są zresztą różne skale zakłamania. Carlos na przykład jest zakłamany do szpiku kości. On sam siebie zakłamał. Wierzy w to, co mówi, ale to już jest na pograniczu jakiejś psychozy. Spotkaliśmy jednego bardzo niesympatycznego terrorystę. Wciąż powtarzał, że niczego nie pamięta, że broń, którą posiadali to prezent. Inny stoczył się na samo dno. Jest biednym, schorowanym alkoholikiem. Mieszka w jakiejś norze, a kiedyś jednym z najlepszych strzelców. Jak wygląda wasza praca na co dzień?W.G.: W filmach życie dziennikarzy śledczych pełne jest pogoni, bondowskich przygód. W rzeczywistości nasza praca to przede wszystkim po prostu siedzenie nad dokumentami, czytanie.P.W.: I podróże. Często zdarzają się n sytuacje, gdy chcemy dostać się do jednego miejsca, a lądujemy 1000 km dalej. A co ze strachem?W.G.: W Polsce nie ma strachu. Ja myślę, że tutaj pisanie o polskich aferach budzi większe emocje. W Polsce terroryzm nie jest popularny. Na swoim blogu napisał pan takie zdanie: W Niemczech afera, a w Polsce dziennikmiotki po raz kolejny indyczą się o wojnę PiS z PO…W.G.: No właśnie. U nas największe emocje budzi to, jakim samolotem poleci prezydent. P.W.: Albo co włoży sobie na głowę Palikot.W.G.: Nie ma wielkiego zainteresowania, ponieważ u nas nie ma zamachów terrorystycznych. Madryt, Londyn, Amsterdam czy Nowy Jork już to przeżyły. P.W.: Jeden z naszych wywiadów wydrukowały wszystkie izraelskie dzienniki. My sami udzieliliśmy wtedy również kilku wywiadów. Kiedy poinformowaliśmy opinię publiczną, że zabójcy Hansa Martina Schleyera z Rote Armee Fraktion ukrywali się w Polsce, dwa największe dzienniki, m.in. Die Welt napisały o tym na pierwszych stronach swoich wydań. W Polsce nikt słowem o tym nie wspomniał. W.G.: To jest tak, że Polska jest zbyt mało znaczącym krajem dla terrorystów. Atak na Pałac Kultury w centrum Warszawy da im tyle, że znajdą się przez moment na czołówkach serwisów światowych. W momencie kiedy uderzają w Londyn, Madryt czy Nowy Jork, są na czołówkach gazet przez długi czas. To dobrze, że nie piszemy i nie mówimy o terroryzmie?W.G.: Niedobrze, dlatego że jesteśmy zupełnie nieprzygotowani na prawdziwy atak terrorystyczny. Widziałem w Izraelu kilkuletnie dzieci szkolone po to, żeby w ciągu 15 sekund od alarmu znaleźć się w schronie przeciwbombowym. Takie schrony są budowane obok piaskownicy. Tam całe społeczeństwo jest tak przeszkolone. Żyją w innych warunkach, ale sądzę, że atak terrorystyczny w Polsce zdezorganizowałby państwo. P.W.: Kiedy zabito Piotra Stańczaka, polski rząd, polskie służby, polski minister obrony narodowej i minister spraw zagranicznych nie potrafili go uwolnić. Tego człowieka zabito. Do dzisiaj nie wiadomo kto to zrobił. Ciekawe jakie są polskie procedury. Nie wiem dlaczego w Polsce się o tym nie mówi. Premier Tusk twierdził, że zrobił wszystko, minister spraw zagranicznych twierdził, że nasze służby spisały się na piątkę. Spisały się na piątkę równa się Polak nie żyje. Może to jest piątka w skali tysięcznej. W Polsce debata jest zdominowana przez rzeczy nieważne. Po prostu nieważne. Na świecie hierarchia wartości informacji jest niezachwiana. W Polsce jest inaczej. Jeżeli jeden z polityków przynosi do studia telewizyjnego łeb świni to o czym my mówimy. Polacy żyją w większym zakłamaniu jeżeli chodzi o to czym karmią nas media?P.W.: My żyjemy w niewiedzy. W.G.: Bardzo niewiele wiemy o świecie jako społeczeństwo, bo nasze media nas o tym nie informują. Żyjemy sprawami, które służą tylko doraźnym rozgrywkom jednej grupy z drugą. De facto te rozgrywki zaciemniają nam obraz świata. Reszta globu żyje chociażby problemami globalnego terroryzmu, który dotrze także i do nas, do Polski z falą kolejnych emigrantów. To jest tylko kwestia poziomu życia. Jeżeli on jeszcze się podniesie przybędą do nas kolejni emigranci. Wśród nich będą przeróżne grupy terrorystyczne i będziemy musieli nauczyć się z tym żyć. P.W.: Jest pewna bardzo ważna kwestia, na którą warto zwrócić uwagę. Związek Muzułmański w Polsce jest od setek lat zdominowany przez Tatarów. W tej chwili we władzach związku zasiadają arabowie. Świeża emigracja. Możemy się spodziewać, oczywiście to jest szowinistyczny punkt widzenia, że tego typu zmiany sprawią, że związek stanie się bardziej agresywny, bardziej roszczeniowy i wtedy będziemy mieli kłopot ze spełnieniem żądań muzułmanów. W Niemczech, mimo że tam związki wyznaniowe otrzymują od państwa nawet pieniądze na funkcjonowanie, zdarzały się wybuchy bomb. A w Polsce zajmujemy się penisem, który pan Palikot przyniósł do studia telewizyjnego. Banda niedorośniętych emocjonalnie ludzi demonstruje pod oknem papieskim, żeby nie chować Kaczyńskiego na Wawelu. Nieważne czy mają rację czy nie, ale dziś nie czas, by o tym rozmawiać. A media to pokazują. Oglądając doniesienia ze wschodnich stacji dotyczące Smoleńska nie widziałem tych 150 demonstrantów.W.G.: Jak mamy sobie poradzić z terroryzmem, skoro nasze służby nie działają tak, jak powinny. Nie potrafimy sobie poradzić nawet ze zwykłym szyfrantem.Jak skomentują panowie tragedię w Smoleńsku? P.W.: Byłem wtedy w Smoleńsku, ale nie chcę o tym rozmawiać.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Wojskowi w powiecie

Na zaproszenie starosty Krzysztofa Kwiatkowskiego ziemię wałbrzyską odwiedzili  żołnierze z 12 Szczecińskiej

Wypadek paralotniarza

\W okresie wakacyjnym niemal codziennie dochodzi do wypadków w rejonie działania Grupy
Go to Top