Wiara przenosi góry

Wiara przenosi góry

w Aktualności

Żegluje, podróżuje, jeździ konno i lata na paralotni. Nawet wypadek, który mógł przypłacić życiem, nie powstrzymał go od realizowania marzeń. Na stole operacyjnym usłyszał, że lewa noga najprawdopodobniej nie będzie już sprawna. – Wtedy postanowiłem, że się nie poddam – mówi. Jan Piechowski jest doskonałym przykładem na to, że mimo niesprzyjającego losu, można być naprawdę szczęśliwym i nie porzucać marzeń z dzieciństwa.

Jan Piechowski urodził się w ubogiej rodzinie. Gdy miał pięć lat, stracił ojca. Chciał pójść na studia, jednak trudna sytuacja materialna zmusiła go podjęcia ciężkiej pracy. Jako dziecko marzył, by podróżować jak Tomek Wilmowski, bohater powieści przygodowych Alfreda Szklarskiego. Dziś prowadzi firmę budowlaną i spełnia marzenia z dzieciństwa

– Te książki czytało się z wypiekami na twarzy. Dziś podróżuję trasą mojego ulubionego bohatera z dzieciństwa. Pierwszym miejscem, które odwiedził Tomek, była Australia. To troszkę za daleko. Dlatego moim celem było kolejne miejsce, w które udał się Wimowski, czyli Kenia. Wybraliśmy się tam z żoną. To było niesamowite przeżycie. Miałem okazję zobaczyć rzeczy, które dotychczas znałem tylko z programów telewizyjnych. Moje marzenia z dzieciństwa nie umarły, są ciągle żywe – mówi Piotr Piechowski.

Podróże to nie jedyna pasja wałbrzyszanina. Jego drugą miłością jest żeglarstwo. Od wielu lat lata również na paralotni, jednak los nie zawsze był dla niego łaskawy. Ma za sobą poważny wypadek, który mógł przypłacić życiem. Podczas jednego z lotów paralotnią Piotr Piechowski miał ciężkie lądowanie. Prawie dwa miesiące spędził na wózku inwalidzkim. Czekała go również długa i trudna rehabilitacja.

– To było bardzo niefortunne lądowanie. Połamałem obie nogi. Przez dwa dni miałem znieczulony kręgosłup. Ból po odłączeniu od znieczulenia był nie do zniesienia. Wtedy przyszedł moment, w którym zastanawiałem się, czy warto. Na stole operacyjnym usłyszałem, że lewa noga najprawdopodobniej nie będzie już sprawna. Wtedy postanowiłem, że się nie poddam. Bardzo intensywnie ćwiczyłem i udało mi się – opowiada Piechowski.

Dziś znów lata, przemierza szlaki górskie i żegluje. To właśnie ta ostatnia dziedzina w ostatnim czasie najbardziej pochłania Piotra Piechowskiego.

– Długo pływałem łodzią, należącą do mojej rodziny z województwa zielonogórskiego. Po wypadku długo nie wodowałem i „Majka", bo tak ją nazwałem, niszczała stojąc na dworze. Po dwóch latach tam pojechałem i kiedy zobaczyłem w jakim jest stanie, serce mi krwawiło. Odkupiłem łódź i od października każdą wolną chwilę spędzam na jej odnawianiu. Łódź musi być ładna. To troszkę jak z kobietami – mówi wałbrzyszanin – nawet imienny żony spędziłem z „Majką". Małżonka się na mnie wściekła – dodaje z uśmiechem Piechowski.

Piotr Piechowski, mimo że od trzech lat ma stabilną sytuację finansową, mieszka w niewielkim mieszkaniu. Ani myśli o budowaniu willi z dużym basenem, bo, jak twierdzi, jest gościem we własnym domu.

– Nie kręci mnie koszenie trawnika. Dzień spędzony w domu, to dzień stracony. Nie jestem związany tylko z jedną dyscypliną. Może nie robię tego wszystkiego doskonale, ale staram się być ciągle aktywny. Dla mnie luksusem jest chwila, kiedy mogę poleżeć w trawie, blisko natury. Dlaczego nie wybudowałem sobie domu? Nie jest mi do niczego potrzebny – mówi Piechowski.

Wałbrzyszanin przyznaje, że nie działa według określonego planu. Łapie chwile i stara się brać z życia to, co najlepsze.

– Po prostu wsiadamy w samochód i jedziemy. Żona zajmuje się fotografią i ornitologią. Ja latam. Żeglarstwo to ciągłe przeżywanie, natomiast w paralotniarstwie najcenniejsze są krótkie chwile. W minionym roku byliśmy w Wenezueli. Było niebezpiecznie. Doskonale pamiętam małych chłopców w mundurach, z kałasznikowem w ręku – opowiada Piotr Piechowski.

Czy jest coś, co może go powstrzymać?

– Już nie jestem tak sprawny jak dawniej. Wypadek wiele mnie kosztował. Dziś staram się dbać o nogi, bo z lewą mam spory problem, jednak nie zamierzam się poddawać. Trzeba wierzyć, że się uda. Jesienią czeka mnie pierwsze wodowanie moją „Majką" – kończy z uśmiechem Piechowski.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Powiatowa baza coraz większa

Starosta Krzysztof Kwiatkowski i Marek Masiuk, członek zarządu Powiatu Wałbrzyskiego  odebrali kolejny

Inwestują w sprzęt

Dzięki środkom otrzymanym z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych Powiat Wałbrzyski rozbudowuje bazę
Go to Top