Podróż życia

Podróż życia

w Aktualności

Tysiące kilometrów na rowerze, bez pomocy środków lokomocji. Noclegi w przypadkowych miejscach – przy drodze, na posterunkach policji, u poznanych w trakcie podróży ludzi. Posiłki w przydrożnych barach, często całe dni bez możliwości kąpieli, z bagażem na ramie roweru. Tak wyglądała wyprawa rowerowa dookoła świata wałbrzyszanina Tomasza Chyzińskiego. To, co przeżył i zobaczył opisał właśnie w książce… 1103 1372

– Czy pokusiłby się Pan o policzenie kilometrów, które pokonał na rowerze? Czy do każdej dłuższej wyprawy specjalnie się przygotowuje?

– Trudno mi określić, ile przejechałem kilometrów w swoim życiu. Rocznie pokonuję około kilku tysięcy używając głównie rower jako środek komunikacji czyli dojazdy do pracy, zakupy itd., do tego dochodzą wyprawy rowerowe. W czasie tej najdłuższej „dookoła świata" w ciągu niemalże 4 lat pokonałem co najmniej 47000 km. Przez pierwszy rok podróży odczytywałem co wieczór dane z licznika. Ale gdzieś w Ekwadorze licznik się zepsuł i przestałem liczyć kilometry. Poczułem nawet pewną ulgę, że odpadł mi „obowiązek" liczenia kilometrów. Wówczas już miałem na tyle dużo kilometrów na liczniku, że nie musiałem udowadniać sobie, iż jestem w stanie przemierzać olbrzymie odległości rowerem. Już po zakończeniu podróży wielokrotnie zadawano mi to pytanie i zliczyłem z mapy pokonane kilometry, zaniżając znacznie tą liczbę gdyż nie da się odtworzyć tego, jak często kluczyłem błądząc czy też zbaczając z trasy. Zawsze największym problemem dla mnie było i jest zgromadzenie niezbędnych pieniędzy na wyprawę. I to ten aspekt wymaga największego wysiłku organizacyjnego i często planowania z dużym wyprzedzeniem.

 

– Który kraj Pana najbardziej zaskoczył? Czy podczas podróży dookoła świata przeżył Pan jakieś niebezpieczne przygody? Co Pan szczególnie zapamięta?

– Najlepiej czułem się w krajach gdzie rzadko docierają turyści. Kolumbia, Iran, Indonezja zaskoczyły swoją gościnnością. Kraje jak Gujana czy Timor Wschodni bardzo różnią się od tego, co znamy z naszej europejskiej codzienności. Każdy kraj ma swoją specyfikę, ale mi w sercu zapadła Indonezja. Prześliczny kraj tworzy 17 000 wysp, a każda z nich odmienna od drugiej. Było kilka niemiłych przygód takich jak: kradzież roweru w Argentynie, wypadek w Kolumbii, kradzież pieniędzy przez policjantów w Kazachstanie i parę innych. Ostatecznie nie było tak źle skoro żyję i mam się dobrze, chociaż rzeczywiście były to stresujące momenty. W pamięci bardzo wyryła mi się Wenezuela. Gdy tam byłem przestępczość osiągnęła bardzo wysoki poziomi, a stolica Caracas uznana została najbardziej niebezpiecznym krajem miastem świata. Co tydzień kilkadziesiąt osób ginęło w strzelaninie w jednym tylko mieście! Nic mi się nie stało, ale pamiętam ten ciągły niemalże stres, że może za chwilę stanie się coś złego.

 

– Czy obcokrajowcy chętnie wpuszczali Pana do swoich domów, aby dać nocleg, dzielili się posiłkiem czy raczej podchodzili do Pana z pewnym dystansem?

– Im biedniejsi ludzie tym bardziej otwarci – mają mniej do stracenia. Ludzie na całym świecie są tacy sami, większość ma serce na dłoni. Ale często kieruje nami strach, łatwo go wywołać. W USA ludzie nie są specjalnie otwarci, ale gdy tylko zobaczyli moją stronę internetową (dziękuję braciszku za nią) potwierdzającą, że ja to jestem ja, a nie żaden morderca / zwyrodnialec bez trudu otrzymywałem zaproszenie na nocleg do domu. Nie mniej gdy uzmysłowimy sobie fakty: mocno zaskakują. W Indonezji niemalże codziennie ktoś zaoferował, że mnie przenocuje, w Europie ani razu. W USA popularny był program TV, w którym filmowano jak „bohater" wypełnia zadanie przedostania się z jednego końca kraju do drugiego bez pieniędzy, wyłącznie opierając się na dobrej woli ludzi. Wybierano zawsze kraje egzotyczne jak Kambodża. Tyle, że to właśnie w krajach ubogich wielu ludzi doświadczyło biedy. Oni są otwarci na niedolę innych. Obawiam się, że gdyby zmagania tego człowieka filmowano w Europie, to oglądalibyśmy z zażenowaniem naszą obojętność. A wracając do mojej podróży – często postrzegano mnie za biedaka, który ma jakąś niezrozumiałą misję, ale trzeba mu pomóc. Prawdą jest, że wyposażenie po pewnym czasie było tak zużyte, że na bogacza to na pewno nie wyglądałem (śmiech)

 

– Czy potrafi Pan „usiedzieć" w domu? Wiem, że lubi Pan nie tylko rower, ale i wspinaczkę, trekking, rejsy jachtem.

– Oj ciężko jest usiedzieć. Już w czasie podróży zdecydowałem, że nie chcę do końca życia podróżować. Czułem, że po jej zakończeniu chcę żyć bardziej stabilnie (stąd ten kredyt mieszkaniowy). Lecz przygoda ciągnie więc na trochę mniejszą skalę lecz wciąż staram się wyjść jej na spotkanie. Ostatnio wraz z partnerką zbudowaliśmy tratwę z plastikowych wiaderek, którą odbyliśmy ciekawe wyprawy.

 

– Efektem podróży dookoła świata jest książka Pana autorstwa. Co w niej znajdziemy? Czy to pewnego rodzaju pamiętnik czy poradnik dla naśladowców?

– Właściwie to jest jedno i drugie. Starałem się przybliżyć kraje, które zobaczyłem bez szukania sensacji, chciałem pokazać jak wyglądała ta podróż przez pryzmat rowerzysty. Jak skomentował mój kolega: „Po przeczytaniu tej książki poczułem, że każdy może wsiąść na rower i pojechać rowerem dookoła świata". I takie też jest moje motto świat jest piękny a ludzie dobrzy, jeżeli masz możliwość wyjdź im na spotkanie. Dodam, że jestem dumny z tej książki. Dzięki dopingowi ze strony najbliższych i przyjaciół udało mi się dokończyć ten projekt. Pisałem wieczorami , w pracy, w każdej wolnej chwili. Osobiście zaprojektowałem okładkę (twarda oprawa) i przygotowałem płytę z kilkuset zdjęciami, którą dołączyłem do książki. Proces powstania książki trwał tyle ile podróż w niej opisana (ta książka to tom I opisujący dwuletnią podróż przez Europę, Amerykę Południową i Amerykę Północną). Mam nadzieję, że udało mi się napisać książkę, która pozwoli czytelnikowi poczuć jakby to on sam jechał rowerem przez egzotyczne kraje, dżungle, góry, pustynie, przeżywał przygody które ja doznałem i spotykał tych wszystkich wspaniałych ludzi których ja poznałem.

UWAGA. 2 grudnia o godzinie 16.00 w bibliotece na Pi9askowej Górze (filia nr 7) spotkanie z Tomaszem Chyzińskim. Zapraszamy

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Mają szczęście, że żyją

Nieposiadający uprawnień nietrzeźwy kierujący doprowadził do dachowania samochodu. Za popełnione przestępstwo jazdy

Manewry w kopalni

Na terenie należącej do KSS Bartnica Kopalni Gabra w Nowej Rudzie –

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top