Tej zagadki nie wyjaśnił

Tej zagadki nie wyjaśnił

w Aktualności

Szukała go policja i sam Krzysztof Rutkowski. Byliśmy jedynymi dziennikarzami, którzy uczestniczyli z detektywem w akcji odnalezienia Krzysztofa Zielińskiego, który zaginął na początku 2008 roku. Po czterech latach bezskutecznych poszukiwań prokuratura zdecydowała się umorzyć sprawę.

Przypomnijmy: Krzysztof Zieliński, ps. "Cinek" ze Szczawna Zdroju był biznesmenem. Wraz z żoną prowadził firmę zajmującą się pośrednictwem i handlem nieruchomościami. Sprowadzał również z zagranicy uszkodzone samochody osobowe, które naprawiane były w zaprzyjaźnionych warsztatach a następnie sprzedawane. Wszystkie jego interesy wiązały się z obracaniem dużą gotówką. W piątek, 25 stycznia 2008 roku Zielińscy załatwiali w Wałbrzychu sprawę zakupu nieruchomości. Około godziny 10 podjechał z żoną pod bank PKO w Wałbrzychu. Zostawił ja przy bankomacie, a sam powiedział, że jedzie tylko coś załatwić i zaraz wraca. Z notariuszem i klientem mieli umówione spotkanie o godzinie 13.00, ale na to spotkanie Zieliński już nie przybył. Nie odbierał także telefonu. Gdy nie zjawił się także i w domu, następnego dnia po zniknięciu żona zgłosiła jego zaginięcie na policji. Funkcjonariusze przystąpili do działania. Sprawdzono połączenia telefoniczne z "komórki" Krzysztofa Zielińskiego. Po rozstaniu z żoną, o godzinie 10.42 był on w Dziećmorowicach, w warsztacie samochodowym. Właściciele warsztatu potwierdzili fakt jego obecności. Stwierdzili, że tego dnia zaginiony odebrał od nich pieniądze za sprzedany samochód. Do warsztatu przyjechał swoją srebrną Toyotą RAV. Druga istotna dla tej sprawy informacja napłynęła po kilku dniach. Znajomy poszukiwanego twierdził, że w dniu, w którym ten zaginął, jechał samochodem z Wałbrzycha do Kamiennej Góry. Gdy minął Lubomierz, rzekomo zobaczył stojącego przy drodze, w terenie niezabudowanym, Krzysztofa Zielińskiego. Miał być w towarzystwie młodej długowłosej blondynki. Świadek twierdził, że nie mógł się mylić, gdyż pozdrowił go ruchem ręki, a on odpowiedział podobnym gestem. Obok nich stały dwa ciemne samochody: Audi A3 i Opel Astra lub Vectra. Samochodu Krzysztofa w pobliżu nie było. Wg tego świadka, była wtedy godzina 11.40, może 11.45. To był ostatni świadek, który widział Krzysztofa Zielińskiego przed jego zaginięciem.

Zdesperowana żona poprosiła o pomoc prowadzącego biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego. Ten zjawił się w Wałbrzychu. Pozwolił nam uczestniczyć w akcji poszukiwawczej. Najpierw pojechaliśmy z nim do warsztatu w Dziećmiorowiach. Na miejscu potwierdziła się wersja, którą ustaliła policja. Kilka dni później byliśmy świadkami poszukiwań ciała Krzysztofa Zielińskiego w stawach w Głuszycy. Zdaniem detektywna istniało duże prawdopodobieństwo, że mogło tam być. – To niemożliwe, aby nikt nie widział samochodu. To charakterystyczny pojazd. Dlatego podejrzewam, że ktoś mógł zatopić auto razem z właścicielem – mówił nam wówczas. Kolejna próba również nic nie dała. Podobnie jak przeszukiwania kolejnych akwenów. Krzysztof Rutkowski od początku zakładał, że ktoś zamordował Zielińskiego. Podobna tezę przyjęła prokuratura, która zdecydowała się ostatecznie umorzyć postępowanie.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top