Ile jest Marka Dyducha w Marku Dyduchu?

w Aktualności/Polityka/Region

O trzech tenorach Lewicy:  „Wiadomo, że teraz tak naprawdę zaczyna się problem, jak to wszystko poskładać. Doły partyjne w różnych układankach widzą własne interesy i ciężko tutaj będzie to ujednolicić i powiedzieć: to jest jedna Lewica, ale wydaje mi się, że wyobraźni nam wystarczy”. O Grzegorzu Schetynie:  „Schetyna walczy o siebie, walczy o to, żeby zostać liderem Platformy i dlatego wysnuwa różne inicjatywy. Pokazuje też, jakim jest liderem”.  Wywiad z powracającym do wielkiej polityki Markiem Dyduchem.

– To nie coming out, ale come back. Chyba wielka radość z powrotu na Wiejską.

– Radość duża i satysfakcja przede wszystkim. Jak to ktoś mi powiedział, nie wchodziłem do Parlamentu, ale wyborców mam nadal. To nie były łatwe wybory, szczególnie dla mnie, bo przecież w mediach centralnych mówiono, że wraca „stary” i „komuch”. Jak jednak widać wyborcy ocenili pozytywnie i korzystnie moją aktywność publiczną. Cieszę się z wyniku, bo 14,5 tys. głosów to może nie jest oszałamiająca ilość, ale bardzo dobry wynik. Cieszę się też, że na liście były osoby, które otrzymywały po tysiąc czy dwa tysiące głosów. Oni również zapracowali na powrót Lewicy do Sejmu.

– Aleksander Kwaśniewski dzwonił z gratulacjami?

– To ja telefonowałem z podziękowaniami, bo wsparł mnie wizualnie, ale i też duchowo i przede wszystkim konkretnie. Za to podziękowałem prezydentowi RP.

– Leszek Miller?

– Z Leszkiem Millerem nie miałem kontaktu ani przed wyborami, ani po wyborach, więc nie było takiej możliwości.

– A Włodzimierz Czarzasty?

– Z Włodkiem rozmawialiśmy już oczywiście po wyborach. Był w Wałbrzychu i mnie wsparł i za to też mu podziękowałem. Razem cieszyliśmy się z sukcesu.

– Mówi Pan: te same mury, ale inni ludzie. Zapewne atmosfera na sali inna niż ta sprzed 14 czy nawet 20 lat?

– Mam wrażenie, że wtedy ludzie nawet, jak bardziej się różnili, to i bardziej myśleli o wspólnym interesie Polski. Walczyliśmy o rozwój gospodarki, który nie był taki oczywisty, o miejsce Polski w Europie. Wprowadzenie naszego kraju do Unii Europejskiej było wspólnym interesem. Teraz, wydaje mi się, jest za dużo podziałów i mam nadzieję, że właśnie Lewica zmieni te złe obyczaje na dobre, że w Parlamencie będzie jednak dialog.

– Powiedział Pan: dialog. Odnoszę wrażenie, że Izba Senacka będzie teraz izbą miłości. Prawo i Sprawiedliwość apeluje o dialog, o dyskusję, o wspólnie działanie na rzecz kraju…

– Apel to jest jedno, wykonanie to drugie. Ja mam nadzieję, że Senat może być miejscem, gdzie nie będzie jednoznaczności i arogancji.

– Ale tylko dlatego, że nie mają większości?

– Tak, to wymusza. Ja zawsze mówię, że życie jest bardzo bogate. Jeżeli ktoś był za bardzo arogancki, to teraz musi trochę zejść na ziemię. Ten dialog jest potrzebny, niezależnie czy jest wymuszony większością czy mniejszością – to już jest osobna sprawa. Wszyscy razem powinniśmy mieć na tyle kultury politycznej i na tyle obowiązków w stosunku do Polski, że nie możemy się pozamykać w swoich pokojach i usiąść po swojej stronie mówiąc „tamci mnie nie obchodzą”. Interes Polski jest taki, żeby wspólnie rozmawiać i szukać tego porozumienia.

– Ile jest procent Marka Dyducha w Marku Dyduchu, z którym rozmawiałem w 1997 czy 1998 roku?

– Tyle samo, tylko bogatszy w doświadczenia, z większym dystansem do życia. Ja na swojej ulotce napisałem, że cieszę się z każdego dnia, w którym pokonuję kłopoty i normalnie funkcjonuję ze swoim zdrowiem. Jeżeli mam dobrze funkcjonować w polityce, to moje samopoczucie musi być też na odpowiednim poziomie. To wszystko na razie dobrze ze sobą gra poza tym jednym plusem, że mam więcej doświadczenia.

– Niewiele jest osób w Parlamencie, które mają właśnie takie doświadczenie, jak Pan, więc zapytam: wierzy Pan w sukces trzech tenorów?

– Wierzę, bo tam była dobra współpraca i dobre intencje. Wiadomo, że teraz tak naprawdę zaczyna się problem jak to wszystko poskładać. Doły partyjne w różnych układankach widzą własne interesy i ciężko tutaj będzie to ujednolicić i powiedzieć: to jest jedna Lewica, ale wydaje mi się, że wyobraźni nam wystarczy. Ja jako osoba, która będzie odchodzić z tego partyjnego życia, bo mam zamiar oddać nowej kadencji młodemu człowiekowi funkcję przewodniczącego Dolnego Śląska, chciałbym widzieć, bo mam w sobie tyle pokory i cierpliwości, żeby ta Lewica się połączyła i była silna. Moim zdaniem, jeżeli tak będzie, to za cztery lata będziemy co najmniej drugą siłą w Polsce.

– Czyli Lewicę przejmują młode wilki?

– Przejmują, ale jeżeli będą na tyle mądrzy, to nie popełnią takiego błędu jak Olejniczak i Napieralski w SLD, bo myśleli, że młodzi mogą. Jednak na górze byli młodzi, a na dole byli starzy i nie było tej chemii. Jeden zrezygnował z polityki, drugi poszedł do innej partii, co dla mnie jest ogromnym zdziwieniem, bo lider partii musi mieć ogromny kręgosłup i siłę. Jeżeli ci młodzi, że zmiana pokoleniowa jest dla nich i jest nieunikniona, nie będą wykluczać z polityki doświadczonych ludzi, takich jak Marek Dyduch, to będzie dobrze.

– Panie Marku, martwi mnie tylko to, że do wyborów szliście jako jeden wielki blok. Tuż po wyborach widzę, że Grzegorz Schetyna już rekomenduje kandydata na Marszałka Senatu i dochodzi do pierwszych zgrzytów. Lewica uważa, że najpierw powinien to skonsultować, skoro macie działać razem.

– Życie zweryfikuje, jaka jest intencja poszczególnych liderów. Schetyna walczy o siebie, walczy o to, żeby zostać liderem Platformy i dlatego wysnuwa różne inicjatywy. Pokazuje też, jakim jest liderem. Normalny lider opozycji, jeżeli chce nim być, musi mieć najpierw dialog, rozmowy, a dopiero później rekomendacje. Nawet tutaj w Sejmiku dwa razy wspierałem Platformę, gdzie jeden głos decydował. Gdyby mój głos był po drugiej stronie, PO nie rządziłaby dwie kadencje. Jeżeli Schetyna będzie arogancki w stosunku do opozycji, to nie będzie miał Marszałka w Senacie.

– Adrian Zandberg – przyjaciel Włodzimierza Czarzastego, czy raczej zagrożenie?

– Jeżeli popatrzymy na to, że jest jakiś wyższy cel, niż tylko własne, osobiste ambicje, to jest przyjacielem. Jeżeli to się wszystko oprze o to, kto będzie liderem, to nie będzie porozumienia.

– Czy będzie Pan, w przeciwieństwie do jednego z Pana trzech wodzów – chodzi mi o Roberta Biedronia, słowny i jeżeli powie, że coś zrobi, to faktycznie tak będzie? Pytam oczywiście w kontekście niezrealizowanej zapowiedzi zrzeczenia się mandatu europosła.

– Za Roberta Biedronia nie mogę brać odpowiedzialności. On jako polityk, popełnił błąd. Może jeszcze jest za młody, żeby deklarować przed wyborami, że zrezygnuje z mandatu. To był błąd ewidentny i nigdy się tego nie robi.

– Bo polityka pisze różne scenariusze…

– Dokładnie, i ten scenariusz właśnie się napisał sam. Jeszcze rok temu nikt nie mówił o wspólnej Lewicy.

– A Paweł Kukiz mówił, że PSL to grupa przestępcza

– Tak jest. I dlatego właśnie trzeba ważyć słowa. Mnie też irytuje to, że jeden polityk wypowiada się negatywnie o drugim tylko dlatego, że jest z innego obozu. Tego się nie robi.

– To może jakieś dobre słowa o kontrkandydatach z innych list? Proszę bardzo, niech Pan zaskoczy.

– Powiem tak, bardzo dobrze mi się współpracuje z panem Michałem Dworczykiem. Nie musiał ze mną rozmawiać, bo nie byłem Posłem, ale w sprawach Dolnego Śląska rozmawiał, więc to mogę powiedzieć.

– Wie Pan, że ten wywiad będzie przełomem?

– (śmiech) Nie wiem.

– No chyba tak, skoro napiszę, że Marek Dyduch chwali Michała Dworczyka…

– Tak, ale to mogę uczciwie i publicznie powiedzieć. Dlaczego miałbym mówić inaczej, skoro tak właśnie jest? Kiedy prosiłem o spotkanie, pan Michał Dworczyk zawsze znalazł czas, mimo, że naprawdę był zajęty jako Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Ta funkcja to ogromna odpowiedzialność. Jednak do sprawa, o które prosiłem, podchodził bardzo poważnie.

– W takim razie cieszę się, że Pan został Posłem, a nie Senatorem, bo po tym wywiadzie mówili by, że pierwszego Senatora PiS już ma..

– (śmiech) Nie, nie. Ja mam swój kręgosłup. Ale chcę wrócić do słowności, ja zawsze powiem coś publicznie, to staram się to wykonać. Jak nie mogę, to mówię to też publicznie. „Przepraszam, ale nie mogę, z różnych przyczyn”. Na szczęście co najmniej 70% tego, co zapowiedziałem, udało się wykonać. W  sprawach publicznych, lokalnych, w kwestiach dofinansowań samorządów czy inwestycji,  nie ma dla mnie podziałów politycznych. Jeżeli będzie trzeba, to usiądę właśnie z panem Dworczykiem czy z kimkolwiek innym. Mam nadzieję, że on nie zmieni zdania i będziemy poważnie się wspierać w tego typu działaniach. Tu ludzie żyją i my jesteśmy właśnie dla nich. Tak naprawdę to jest też pewna wartość, która w Parlamencie została zatracona. Trzeba pomyśleć o tym, że my wszyscy powinniśmy się rozwijać. Kiedy zejdziemy z tego świata, niech ktoś pamięta, że tę Polskę budowaliśmy razem.

– Najważniejsze trzy rzeczy, którymi się Pan zajmie w pierwszych 100 czy 365 dniach bycia Posłem?

– Przede wszystkim ja nie lubię tego określenia „100 dni”, bo jak Rząd mówi, czym zajmie się w pierwszych 100 dniach, to ja pytam: co zrobi w kolejnych latach. Wszystko się rozkłada w czasie i trzeba być aktywnym od początku do końca. Zależy mi na tym, aby Lewica znalazła wspólny język. Tu będę bardzo aktywny i w tym właśnie wszystko się rozegra – albo będziemy razem, albo wszystko zacznie się walić i będzie ciężko to pozbierać. Drugim moim obowiązkiem jest aktywność w pewnych komisjach. Zastanawiałem się na początku, czy będzie to Komisja Ochrony Środowiska i to podtrzymuję. Drugą miała być Komisja Gospodarki, byłem przecież wiceministrem Skarbu Państwa. Boję się jednak takiego małego ataku na samorządy po wyborach i kto wie, czy nie zdecyduję się, żeby być w Komisji Administracji. Trzeba przyjąć parę ustaw, ale przede wszystkim trzeba bronić samorządów i ich samodzielności, bo one wykonują kapitalną robotę dla Polski. To jest to wyzwanie numer dwa. Trzecie to oczywiście sprawy socjalne, bo one są ważne. My mówiliśmy, że gdyby opozycja doszła do władzy, to Lewica jest gwarancją tego, że nikt nikomu nie będzie niczego zabierał. Chcemy teraz wspierać wszystkie kwestie socjalne, które są rozsądne. Nie chcemy chaosu w tej sprawie. Jeżeli dzisiaj Polskę ułożymy, to ułożymy ją na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, jeżeli chodzi o poziom świadczeń socjalnych i to jest też to zadanie, które chciałbym wykonać.

– Czego Panu życzyć oprócz zdrowia na te najbliższe cztery lata? Chociaż widzę, że w formie jest Pan dobrej.

– Jestem. Czego życzyć? Wytrwałości, bo wydaje mi się, że żeby osiągnąć jakiś cel, to, jak ja mówię, trzeba konsekwencji i powtarzalności. Jeżeli raz ci nie wychodzi, to spróbuj drugi, jak nie, to i trzeci. To jest potrzebne, aby później nie mówić, że coś zacząłem i tego nie skończyłem. Trzeba próbować do końca. Korzystając z okazji dziękuję wszystkich, którzy zagłosowali zarówno na mnie, jak i naszą listę.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Ludzie z pasją

– Lubię czasami poleżeć i oglądać, jak fruwają nad domem – mówi

Mają szczęście, że żyją

Nieposiadający uprawnień nietrzeźwy kierujący doprowadził do dachowania samochodu. Za popełnione przestępstwo jazdy
Go to Top