Ludzie z pasją

Ludzie z pasją

w Aktualności

– Jeden z kolegów powiedział swojej dziewczynie, że wyjeżdża na trzy miesiące. Ona postawiła mu ultimatum – „albo ja, albo wyprawa". No cóż… przeżył z nami niezapomnianą przygodę w Ameryce…

Ponad 20-letnim busem przejechali już trzy kontynenty. W listopadzie planują kolejną wyprawę do Australii. O tym co udało im się zobaczyć podczas podróży, w jaki sposób zwiedzić glob „po kosztach" oraz planach na przyszłość, opowiada Karol Lewandowski, uczestnik projektu „Busem przez Świat".

– Podczas spotkania w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej przez ponad dwie godziny opowiadałeś o tym, co działo się na wyprawach. Jestem pewien, że mógłbyś robić to jeszcze przez pół dnia. Czy da się jednak streścić „w pigułce" wasze doświadczenia z wypraw „Busem Przez Świat"?

– Na projekt wpadliśmy około 3-4 lat temu. Miał on na celu podróżowanie po całym świecie, pomimo braku doświadczenia oraz z naprawdę skąpymi finansami. Samochód kupiliśmy za 2 tysiące złotych, odrestaurowaliśmy go i wyruszyliśmy w pierwszą podróż. Od tego czasu udało się nam przejechać 31 państw, na trzech kontynentach, podczas czterech wypraw. Nasz wysłużony bus często się psuł. Mieliśmy 25 awarii, w tym 11 podczas ostatniej, 12-tygodniowej podróży po Ameryce Północnej. Te usterki powodowały jednak często sytuacje, w których mogliśmy poznać nowych ludzi, nawiązać przyjaźnie. Podczas pobytu na Gibraltarze zostaliśmy aresztowani i podejrzani o przemyt narkotyków. Nic jednak nie znaleziono, choć trzymano nas cały dzień i przesłuchiwano. Dwa razy zostaliśmy okradzeni. W Barcelonie zniknęły nam wszystkie bagaże, w Atenach z kolei dokumenty. W Albanii i Bośni miały również miejsce dwie strzelaniny przy naszym samochodzie. W Chorwacji wjechaliśmy z kolei na pole minowe.

– Jakie jest najpiękniejsze wspomnienie z tych czterech wypraw oraz najciekawsza osoba, którą udało się Wam poznać?

– Najbardziej fascynujący był z pewnością Meksykanin Gilermo – ksywa „Nemo". Poznaliśmy go jeszcze w San Diego, ale wybrał się z nami w dalszą podróż. Wszyscy odradzali nam przejazd przez północny Meksyk, tłumacząc że jest bardzo niebezpieczny. „Tam mordują, porywają i obcinają głowy" – mówili. Wszystko okazało się prawdą. „Nemo" znał jednak hiszpański i był podróżnikiem od wielu lat, gdyż udało mu się odwiedzić już 147 państw. Nasze 31 – blednie przy jego doświadczeniu. Poznając go zatem, uwierzyliśmy jeszcze bardziej, że nasz plan objechania całego świata jest możliwy. Dzięki niemu również nie wpakowaliśmy się w większe tarapaty przy wypadzie do Meksyku. Tłumaczył miedzy innymi wojskowym kontrolom, kim jesteśmy i jaki jest cel naszej podróży. Udało się nam wyjść z tej podróży bez szwanku, choć w pobliskiej Tijuanie znaleziono ciężarówkę z kilkunastoma obciętymi głowami. Najprawdopodobniej były to porachunki gangów. Bardzo często porywają tam turystów. Na szczęście nasza biedota i zdezelowany samochód, nie były specjalną gratką dla bandytów. Kolejną niesamowitą przygodą (już bez Gilermo) była przejażdżka konna przez Dolinę Monumentów, w którą zabrali nas Indianie Navajo. Jest to miejsce, w którym kręcona była większość amerykańskich westerów. Dla nich egzotyczna, była przejażdżka naszym busem, dla nas z kolei w siodłach ich koni.

– Po Ameryce przejechaliście około 25 tysięcy kilometrów. Jakim cudem nie „pozabijaliście się" na paru metrach kwadratowych? 4 miesiące z pięcioma, a momentami sześcioma osobami w jednym busie, podróżnikami którzy spędzają ze sobą praktycznie 24 godziny na dobę, z przerwami na „siku".

– Nie jest to łatwa sprawa, ale ważne żeby się dopasować. Co roku dochodzą nowe osoby do naszej ekipy. Staramy się wybrać ludzi „pozytywnie zakręconych", takich którzy wiedzą, że to podróż jest najważniejsza. To cel i doskonała zabawa pchają nas do przodu, pomimo spartańskich warunków. Podczas ostatniej wyprawy udało nam się uniknąć dużej awantury, choć byliśmy na nią przygotowani. Uzgodniliśmy, że wszystko załatwiamy od razu, prosto w oczy. Obyło się na szczęście bez takich zgrzytów.

– Czy na początku tej przygody, mając jedynie marzenie, zdawaliście sobie sprawę co możecie osiągnąć. Jesteście znani w całym kraju i poza jego granicami, wydaliście książkę, macie bloga, sponsorów, ludzie zapraszają was do swoich domów w różnych częściach globu. Dla wielu jesteście również inspiracją.

– Ten projekt rozrósł się niesamowicie. Gdy go rozpoczynaliśmy nie mieliśmy pojęcia, że może do tego dojść. Plan był taki, że pojedziemy na jedną wyprawę. Sprzedamy samochód, podzielimy się kasą, żeby koszty były jeszcze mniejsze – i tyle. Opisano nas najpierw na świdnickim portalu, potem zaczęliśmy pojawiać się w gazetach, nawet ogólnopolskich. Cała machina zaczęła się kręcić, nawet bez naszego udziału. Teraz wygląda to tak, że my poróżujemy opisując nasze przygody, kręcąc filmy, robiąc zdjęcia i pokazując innym w jaki sposób spełniać swoje marzenia. Na Facebooku mamy już ponad 20 tysięcy fanów, a blog dziennie śledzi blisko 30 tysięcy internautów. Mamy również ponad 70 patronów. Byliśmy w największych telewizjach. W San Francisco łączyła się z nami na żywo stacja TVN. W Świdnicy organizujemy również festiwal podróżniczy, na który zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby zwiedzać świat. Znamy już kilkanaście projektów zainspirowanych naszym.

– Co by nie powiedzieć, wymaga to również od was poświęcenia. Paromiesięczne podróże wiążą się z pozostawieniem czegoś za sobą. Żona, lub mąż muszą zostać w domu, studia trzeba rzucić lub odłożyć na później, a z pracy raczej zrezygnować, gdyż chyba aż tacy wyrozumiali szefowie się nie zdarzają.

– Raz mi się udało wrócić, do porzuconej pracy. Za drugim razem jednak nie miałem już do czego wracać. Jeżeli jednak porównam to, do tej przygody życia, to nie żałuję. Co do zostawianiu bliskich za sobą… Jeden z kolegów powiedział swojej dziewczynie, że wyjeżdża na trzy miesiące. Ona postawiła mu ultimatum – „albo ja, albo wyprawa". No cóż… przeżył z nami niezapomnianą przygodę w Ameryce. (śmiech)

– Następną podróż planujecie na listopad tego roku. Będzie to wyprawa do Australii, Nowej Zelandii i Tasmanii. Na jakim etapie są przygotowania, czego jeszcze potrzebujecie? O ile mnie również pamięć nie myli… są jeszcze dwa wole miejsca w busie.

– Projekt zakłada objechanie całego świata, dlatego nie spoczywamy na laurach. Następna wyprawa do Australii będzie 6-osobowa. Cztery osoby, już mamy, a dwóch wciąż poszukujemy. Każdy kto jest zainteresowany, może wejść na naszego bloga – www.busemprzezswiat.pl. Na stronie znajduje się formularz, który należy wypełnić opowiadając nam przede wszystkim, dlaczego chce pojechać. Ze zgłoszonych osób wybierzemy dwie, zupełnie nam obce, które uznamy, że się do tego nadają. Podróż, która z biurem podróży kosztowałaby grubo ponad 20 tysięcy złotych, wyniesie około 5 tysięcy na głowę. Łącznie z samolotem, wyżywieniem, wizami itd. Resztę pieniędzy, czyli około 50% staramy się pozyskać od sponsorów. Takie firmy reklamują się na naszych koszulkach, samochodzie, blogu i w filmach, w zamian za to, że doleją nam paliwa do baku, czy dorzucą się do biletów lotniczych. Trzeba przyznać, że pojawiamy się wciąż w coraz większej ilości mediów. Powstała również książka „Busem Przez Świat – wyprawa pierwsza", która opisuje jak zorganizować taką wyprawę oraz opowiada o podróży. Jesteśmy w trakcie pisania kolejnego wydawnictwa o naszej przygodzie w Ameryce, które prawdopodobnie będzie dostępne już za kilka miesięcy.

– Dziękuję za rozmowę i życzę szerokiej drogi.

 

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Szklarnia z „maryśką”

Wałbrzyscy policjanci zlikwidowali, dopiero co założoną, uprawę konopi indyjskich. 34-latek umieścił ponad
Go to Top