Wałbrzyszanką jestem od zawsze…

Wałbrzyszanką jestem od zawsze…

w Aktualności

– Kiedy wojsk niemieckich już tutaj nie było i przyjechały rosyjskie czołgi, żołnierze Armii Czerwonej przez 24 godziny mogli robić co chcieli. Zdarzały się gwałty, a nawet morderstwa….Rosjanie zwykle działali pod wpływem alkoholu. Żołnierze upijali się i zaczepiali kobiety. Jeśli któraś się stawiała, to dostawała w łeb"

Ewa Synowiec urodziła się w 1933 roku w Wałbrzychu. Od czwartego roku życia mieszka na Starym Zdroju i nigdy nie przyjęła polskiego obywatelstwa. Rodowita wałbrzyszanka opowiedziała nam jak zapamiętała nasze miasto z czasów, które znamy jedynie z książek.

– Jak wspomina Pani swoje dzieciństwo? – Byłam jedynaczką. Miałam wspaniałych rodziców i bardzo fajne dzieciństwo. Pamiętam, że wszyscy zastanawiali się, czy Wałbrzych będzie polski czy może pozostanie niemiecki. Urodziłam się na Starym Zdroju. Często bawiliśmy się lesie, bo to był przecież nasz las. Mój ojciec kochał przyrodę. Pamiętam, że zawsze powtarzał, że Szczawno Zdrój jest sztuczne. Bardzo lubił górę Chełmiec, a także Zagórze Śląskie. Wybieraliśmy się całą rodziną na piesze wycieczki, bo wtedy raczej nie było samochodów. Często jeździliśmy też pociągiem w nasze góry. Później poszłam do szkoły ekonomicznej. Dobrze, że jej nie skończyłam, bo chyba nie wytrzymałabym z nudów, pracując w jakimś banku. Podjęłam pracę w laboratorium i zajmowałam się chemią przez 30 lat. – A jak zapamiętała Pani Wałbrzych? Jak on wtedy wyglądał? Miała Pani swoje ulubione miejsca?- Po wojnie dużo poszło z dymem. Pamiętam, że na Starym Zdroju były trzy schroniska. Pierwsze było szwajcarskie, po prawej stronie znajdowało się schronisko młodzieżowe, a na samej górze takie z wieżą widokową. Wszystkie trzy zostały spalone. W Wałbrzychu były też wtedy trzy baseny. Najpiękniejszy był na Podgórzu. Kolejny na Nowym Mieście i trzeci, w Szczawnie Zdroju. Tylko ten ostatni teraz funkcjonuje. – To prawda, że Niemcy, wyjeżdżając, nie chcieli zostawiać nic po sobie i niszczyli na przykład swoje domostwa?- Słyszałam, że niedaleko nas stał ładny domek, w którym mieszkał pewien Niemiec. Kiedy wyjechał, po jakimś domostwo wyleciało w powietrze. Ludzie mówili, że to jego sprawka. Pamiętam też, że na wieść o przyjeździe Armii Czerwonej, całe rodziny niemieckie popełniały samobójstwa. Ja myślę jednak, że może mieli nieczyste sumienia. Za to Górnoślązacy przyjeżdżali do nas w obawie przed Polakami. Tu swego czasu była taka mieszanina narodowościowa. W Wałbrzychu mieszkali przecież Francuzi, Francuzi, Belgowie, Rosjanie. To było na prawdę ciekawe.- Dużo mówi się również o tym, że żołnierze Armii Czerwonej po przyjeździe do Polski mogli robić co chcieli…- To prawda. Kiedy wojsk niemieckich już tutaj nie było i przyjechały rosyjskie czołgi, żołnierze Armii Czerwonej przez 24 godziny mogli robić co chcieli. Zdarzały się gwałty, a nawet morderstwa. Życie nie miało wtedy żadnej wartości. Mój ojciec patrząc na to wszystko powiedział do mamy: „Wiesz, co, kobieto? My tu nie możemy nocować. To będzie bardzo niebezpieczna noc". Więc poszliśmy do dziadka, który mieszkał na ul. Marconiego. Rosjanie zwykle działali pod wpływem alkoholu. Wtedy w Wałbrzychu było mnóstwo knajpek. Żołnierze się upijali i zaczepiali kobiety. Jeśli któraś się stawiała, to dostawała w łeb. – Pewnie ma Pani wiele bolesnych wspomnień…- Mój dziadek miał ogród obok cmentarza na Starym Zdroju. Dawniej to był cmentarz ewangelicki. Moi rodzice wybrali się kiedyś do dziadka. To był piękny majowy dzień. Cmentarz znajduje się na górce i jakieś starsze małżeństwo próbowało dostać się na górę, ale pchali wózek, z którym nie mogli sobie dać rady, bo był za ciężki. Poprosili moich rodziców o pomoc. Z wózka wystawały nogi człowieka, reszta przykryta była płachtą. Ojciec spytał tych ludzi co wiozą. Wtedy mężczyzna zdjął płachtę, a oczom moich rodziców ukazały się zwłoki młodej dziewczyny z niemowlakiem w ręku. Obok leżał kilkuletni chłopiec. Wtedy ci ludzie powiedzieli, że to ich córka i wnuki, i że to sprawka Rosjan. Wtedy coś złamało się w moim ojcu. Poszedł do ogrodu dziadka, usiadł na ławce i po raz pierwszy moja mama widziała jak się rozpłakał. Bo tata wiele rzeczy usprawiedliwiał. Powtarzał, że to propaganda. Nawet kiedy Rosjanie ukradli mu wszystkie ubrania, a moja mama płakała, mówił do niej: „A czego Ty się spodziewałaś, kobieto? Myślałaś, że za to Niemcy im zrobili, przyjdą nas pogłaskać? To normalna rzecz". Wtedy, obok cmentarza cos się zmieniło. Widok tej dziewczyny z dziećmi strasznie go zabolał, bo tego się nie spodziewał… Ale dzieciom Rosjanie nie robili krzywdy. Biegaliśmy wokół ich wozów, dawali nam jedzenie. Pytali tylko, czy mamy starszą siostrę. Wtedy nie wiedzieliśmy dlaczego. Kiedy żołnierze Armii Czerwonej dobijali się do naszych bram, odpowiadaliśmy po rosyjsku, że wszystkie kobiety są zarażone. Wtedy szybko odchodzili (śmiech). Wiem jednak, że kary dla samych żołnierzy były okrutne. Kiedyś pewien młody wojskowy zgwałcił na Piaskowej górze młodą dziewczynę i kiedy jego oficer to zobaczył, zastrzelił go. – A czy pamięta Pani jakieś miejscowe zwyczaje z tamtego okresu?- Tak, mieliśmy swoje zwyczaje. Każdego roku, pierwszego dnia wiosny dzieci chodziły od domu do domu z kijkami ozdobionymi różnymi wstążkami i śpiewały wesołe piosenki. Ludzie obdarowywali je za to słodyczami. To się nazywało Zommerzing. Mieliśmy również w Wałbrzychu swoją gwarę. Niewielu starszych Niemców posługuje się dziś tym językiem. – Nigdy nie przyjęła Pani jednak obywatelstwa polskiego.- Nigdy nie miałam obywatelstwa polskiego. Dlatego kiedy ktoś mówi, że musiał je przyjąć, bo, na przykład, wszedł w związek małżeński z Polakiem, po prostu kłamie. Zawsze wszędzie jeździłam z paszportem i nigdy nie miałam problemów.- Nigdy nie wyprowadziła się Pani z Wałbrzycha.- Wałbrzych to przecież moje miasto. Jestem stąd. Mój ojciec zawsze powtarzał, że miasto przemysłowe tak pięknie położone jak nasze, to prawdziwa rzadkość. Tu wystarczy przejść się kawałek i już człowiek jest w pięknym miejscu. Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby pójść do lasu i ściąć drzewo. Chodziło się wyznaczonymi ścieżkami. Wszystkiego pilnowali leśniczy. W mieście, co kawałek była ławeczka. Wszędzie były restauracje. Teraz nic z nich nie zostało.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Ostatnie od Aktualności

Piłeś?Nie jedź!

Policjanci Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu zatrzymali mieszkańca Wałbrzycha,
Go to Top